Elka

 Kiedy słyszycie słowo elka  na pewno przychodzi wam do głowy prawo jazdy. I bardzo dobrze wam się kojarzy! Dziś przychodzę do Was z recenzją książki pt. Elka. Julii Hebdzyńskiej. O istnieniu pozycji dowiedziałam się akurat, kiedy sama kończyłam kurs i przygotowywałam się do egzaminu praktycznego. Niestety, pozycja akurat wtedy wyszła z księgarni. Na szczęście w końcu udało mi się ją zdobyć w Skupszopie i przeczytać. 

Książka opowiada o dziewczynie, która przygotowuje się do matury. W tym burzliwym okresie postanowiła zapisać się na kurs prawa jazdy i już podczas pierwszej jazdy zakochuje się w swoim instruktorze.

Trudno powiedzieć czy jest to powieść, czy raczej opowiadanie - pozycja ma mniej niż sto stron. Akcja książki jest oparta na miłości, a raczej wzajemnej fascynacji kursantki i instruktora. Nie ma tu żadnych gorących scen - dziewczyna po prostu przeżywa pierwszą miłość ze znacznie starszym, bo trzydziestokilkuletnim, instruktorem. Momentami można odnieść wrażenie, że jest ona niezbyt dojrzała emocjonalnie - jej wypowiedzi, a raczej wpisy w pamiętniku brzmią dosyć infantylnie. Instruktor też zachowywał się dość nietaktownie - pytanie czy nasza bohaterka ma chłopaka i komplementowanie jej urody już przed rozpoczęsciem jazd. Czasem miałam wrażenie, że instruktor jest bardziej zafascynowany kursantką niż ona nim - to on zainicjował pierwszy pocałunek, poprawiał jej szalik, zapraszał do kawiarni. 

 W każdym razie pisana jest w formie pamiętnika, co niewątpliwie jest jej zaletą. Idealnie odzwierciedla to długość akcji książki, która trwa prawie 3 miesiące. Podobało mi się również zastąpienie nazw miejsc jedną literą, np. plac K., gdzie nasza bohaterka zwykle zaczynała jazdy, oraz pozostawienie głównej bohaterki bezimiennej. Trochę jak w Procesie Kafki. Prawdopodobnie celem autorki było to, aby każdy czytelnik utożsamiał się z postacią, a scenerię traktował jako dodatek do akcji. 

Jesli chodzi o minusy, to rażącym błędem jest pisanie daty typu 15 październik. Zastanawiałam się, czy to niedopatrzenie ze strony korektora, czy zabieg mający na celu stylizację na język mówiony, w którym często popełnia się błędy. Brakowało mi tu choć kilku opisów zabawnych sytuacji na drodze - myślę, że każdy kursant się z takowymi zmierzył i teraz ze śmiechem je wspomina, a i fajnie dodałoby to opowieści charakteru. Tymczasem w Elce, oprócz samych opisów spotkań podczas jazd i kilku wspólnych herbat mamy opisy zimowego miasta oraz fantazje bohaterki na temat instruktora. Zakończenie książki też było dla mnie nie do końca jasne. Widać, że miało być to coś z przesłaniem, lecz autorce nie do końca się to udało.

Choć okładka jest dość prosta, to ma w sobie coś urzekającego. Ten "kwiatkowy" samochód sprawia, że od razu wiadomo, komu najbardziej może się spodobać. To propozycja idealna na plażę, na jesienne wieczory, na weekend, jako przerywnik między grubszymi pozycjami.


5/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Bezcenny dar" Jima Stovalla

Cieszę się, że moja mama umarła

Body shaming raus! "Taka jak Ty" Patty